2018 na dwóch kontynentach

Niesamowite. W mijającym właśnie roku po raz pierwszy puściłam starą, dobrą Europę i postawiłam stopy aż na dwóch nieznanych mi kontynentach.

Dotknęłam Afryki – wymarzonej od czasów W pustyni i puszczy. Wiem, wiem, brzmi to nieco dziecinne, ale to była pierwsza książka jaką przeczytałam mając zaledwie 7 lat! A potem, korzystając z osiągnięć współczesnej nauki, w niecałe siedem godzin dotarłam do Ameryki. Jak mógł czuć się Kolumb odkrywając Nowy Świat? Nie mam pojęcia, choć wyobrażam sobie że po pierwsze poczuł ulgę – po wielu miesiącach żeglugi, po drugie – podniecenie, a po trzecie – strach przed nieznanym. Mi towarzyszyła zdecydowanie ciekawość i swojego rodzaju zachłanność w poznawaniu nowego. A że byłam zdana wyłącznie na siebie, więc także napięcie. Ale i spokój. Oraz to cudowne, wakacyjne wyluzowanie gdy nie myśli się i na chwilę zapomina o syfie jaki wnoszą w nasze życie niektóre osoby. Tak więc syf pozostał w Europie, a ja – nowa – wyruszyłam na spotkanie przygody.

W moich wspomnieniach na zawsze zostaje obraz malowanej rdzawą ochrą Afryki.

Camel

Zobaczcie jaka jest piękna, dzika i nieokiełznana. Jak jej przyroda cudownie broni się przed współczesnością.

A w kontraście ogromnym do Afryki – przepych Nowego Jorku. Galerie sztuki z osiągnięciami wielkich malarzy, rzeźbiarzy. Artystów, których dzieła trwają zawieszone w czasie. Oglądali je przede mną ludzie których już dawno nie ma. Zobaczą pokolenia, których nie potrafię sobie nawet wyobrazić. Będą ode mnie różne i tak dalekie od tego co doświadczam, jak ja jestem daleko od ludzi sprzed 100 lat.

A teraz już dobranoc. Jutro, po nocy wstanie inny rok.

Dodaj komentarz