Quinoa – i pyszny farsz

 Hmmm… Jeszcze miesiąc temu nie miałam pojęcia że istnieje coś takiego jak Quinoa.
Równie obce jest mi pojęcie komosy ryżowej, które często stosuje się zamiennie.
No cóż, po polsku odpowiednik quinoa, to pewnie coś pomiędzy kaszą i malutkimi kiełkami.
Choć właściwie trudno znaleźć dobre porównanie 😉
Jak wyczytałam na zakupionym przeze mnie opakowaniu, „Quinoa czarna Livity” pochodzi z górskich rejonów Peru i jest niezwykle zdrowa dla organizmu. Jednocześnie quinoa czarna to najrzadsza z odmian. Ma lekko orzechowy posmak, dziwnie chrupie między zębami i niewątpliwie korzystnie wpływa na pracę jelit 😉

Jak przygotować Quinoa? Chyba nie ma prostszego opisu niż ten poniżej:

  1. Ziarna quinoa dokładnie płuczemy – najlepiej na sitku o drobnych oczkach, pod  bieżącą, zimną wodą – dokładnie tak, jak ryż na sushi.
  2. Przesypujemy do garnka z nieprzywierającym dnem, zalewamy wodą – około 1 cm nad powierzchnię ziaren (dokładny stosunek to 2 części wody na 1 część nasion). 
  3. Doprowadzamy do wrzenia – pod przykryciem, zmniejszamy ogień na minimalny – gotujemy około  15-20 minut, jednak tylko do czasu całkowitego wchłonięcia wody i pojawienia się białych kiełków. Odstawiamy na bok.

Co z quinoa przygotowałam?
Zaproponuję Wam danie jak zwykle proste i niepracochłonne.
201a
Papryka faszerowana quinoa

8-10 szt. białej papryki (igołomskiej)
2 kalarepki
1  młoda cebulka cukrowa
1 paczka brązowych pieczarek
pół pęczku koperku
sól, pieprz, olej lniany
1 puszka pomidorów w całości
1 kulka mozzareli

100 g  czarnej quinoa z powyższego przepisu

Pieczarki obieramy ze skórki. Niestety  ;)) kroimy na mniejsze cząstki – a nie przepuszczamy przez sitka tarki, co pewnie jest odrobinę bardziej pracochłonne, ale większe cząstki pieczarek doskonale komponują się z drobniutką quinoa. Więc na prawdę warto 😉 Koperek płuczemy i siekamy. Cebulkę cukrową siekamy w kosteczkę.

Na patelni podsmażamy – na oleju lnianym, cząstki pokrojonych pieczarek – do momentu aż puszczona przez pieczarki woda prawie całkowicie odparuje, a one same nie zaczynają się jeszcze przysmażać. W tym momencie solimy szczyptą lub dwiema soli morskiej, dodajemy posiekaną cebulkę (dodałam też resztki papryki spod ogonków) – chwilkę (dosłownie 1 minutę) podsmażamy. Doprawiamy świeżo mielonym pieprzem, dosypujemy quinoa, mieszamy. Na końcu dodajemy posiekany koperek.
I w zasadzie to danie jest gotowe. Można nie bawić się w nic dalszego – po prostu zaserwować i z przyjemnością (zaspokajając wreszcie ciekawość smaku quinoa) zjeść!

Jeśli zabawa ma trwać dalej – obieramy kalarepki i kroimy na plasterki; papryczki odcinamy z ogonków, czyścimy środek. Do każdej papryki nasypujemy odrobinę soli, kropelki oleju i napełniamy farszem  z pieczarek i quinoa. Dno żaroodpornego naczynia skrapiamy olejem, układamy papryki oraz plasterki kalarepki, zalewamy puszką pomidorów, odrobinę solimy po wierzchu. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika 180-200 st – zapiekamy 20 -30 minut. Przed końcem dokładamy ser podarty palcami na drobniejsze cząstki, zapiekamy do zezłocenia się mozzareli.
Podajemy na ciepło.

W tym daniu najlepsze są kalarepki, a ja zdecydowanie wolę ten farsz przed nadzieniem papryk i zapieczeniem.

Dodaj komentarz