Smak, który przenosi mnie w inne miejsce

Tak oto doczekałam dnia 6 blogowej zabawy.

Przyszedł grudzień i  zrobiło się wyjątkowo biało i mroźnie. I pięknie.

I to na tyle zachwytu. W sklepach świąteczny nastrój panował już od początku listopada, ale dopiero teraz ludzkość ogarnął przedświąteczny szał zakupowy. Tych ludzi jest pełno wszędzie i o każdej porze. Pojechałam z Julą do supermarketu dziś o 10 rano. Niby środa, niby normalny dzień pracujący, a do Świąt ponad 3 tygodnie. I co?!  Masakra.

Ale miało być o smakach przenoszących w inne miejsce… No niech będzie… opowieść wniesie spokój i nostalgię i obrazy przeszłości, które są już tylko w mojej pamięci. Dawno też nie ma miejsc, z którymi je kojarzę….

Jest słoneczne lato. Upał łagodzi wznoszący się za domem las. Lekki wiaterek, kołysze złociste kłosy zboża przy domku babci. Kury gdakają, chodząc po całym podwórku. Dziadek  nie raz będzie się na mnie złościł, że uczę je latać spuszczając z malutkiej wisienki rosnącej przy domu. Te kury i pies Pimpek są moimi towarzyszami w jedzeniowej niedoli: nielubiany obiad wynoszę na dwór, siadam na studni i raczę nim zbiegające się ptactwo i pokracznego brązowo-złocistego kundelka, który tak, jestem tego pewna – uśmiecha się do mnie szelmowsko. Pewnego dnia  babcia odkryje mój sposób na pozbycie się obiadu, ale do tego czasu jestem królową podwórkowej zgrai, łakomie pochłaniającej rzucane im kąski.

Jest jednak jedna potrawa dla której przybiegam do kuchni z najdalszego końca ogrodu – to mace pieczone przez babcię, przy okazji wyrobu domowego makaronu. Cieniutkie paski rozwałkowanego ciasta babcia układa na palenisku pieca, wiedząc że będę się nimi zajadać. Parzę palce trzymając domową macę i łapczywie sięgając po następny kawałek.

Dalej jest już tylko smutno – ciocia Basia, czyli córka babci –  stawiając na nowoczesność wraz z wybudowaniem łazienki z kawałka stajni, wprowadzi także zmianę w kuchni. Zamiast pięknego poniemieckiego pieca postawi kuchenkę gazową.

Cóż, …. z czasem wszystko się kończy, wszystko ma swój kres. Moje wspomnienia o babci, o macy i tamtych upalnych. letnich  dniach  też kiedyś przykryje pył zapomnienia…

One thought on “Smak, który przenosi mnie w inne miejsce

  1. Pięknie opisałaś wspomnienie z dzieciństwa. Co ciekawe, ostatnio na imieninach mojej mamy zeszło na wspominki i mój wujek również wspominał kawałki makaronowego ciasta jako rarytas z dzieciństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *