Kompot latem

Czym najlepiej ugasić pragnienie w upalne letnie popołudnie?
Jestem zwolenniczką zwyczajnych kompotów 🙂 Tradycja ich picia, sięga głęboko do wspomnień z dzieciństwa.
Babcia Jadwiga, która po wojnie osiadła w poniemieckiej chałupie na południu Polski, latem gotowała dla wszystkich domowników gar kompotu. Z tego co akurat było pod ręką. A chętni byli. Przy zbiorach, w upalnym słońcu, lekko kwaskowy kompot doskonale gasił pragnienie. Zrobiony na krystalicznie czystej wodzie z własnej studni. Tą wodę też pamiętam, gdy się jej nabierało do wiadra – była lodowato zimna. I cudowna w smaku. Woda oligoceńska nabierana w warszawskich studzienkach jakoś daleko odbiega od tamtego ideału 😉

Po Ś.P. babci zostało mi chyba to, że kompoty latem robię naprędce i z tego co mam akurat pod ręką.

Ot, chociażby wczoraj – 5 śliwek, jedno kwaskowate jabłko, 3 niepełne łyżki cukry i półtora litra wody oligoceńskiej. Wodę zagotować, do wrzątku wrzucić połówki śliwek oraz obrane i pokrojone na cząstki jabłko. Dosłodzić cukrem, gotować pod przykryciem ok 5 minut. Pozostawić pod przykryciem do ostygnięcia.

One thought on “Kompot latem

  1. Fakt, kompot to tez moje wspomnienie z dziecinstwa 🙂 Mama, babcia, ciocie, wszyscy gotowali i serwowali kompoty. Uwielbialam truskawkowe i wisniowe.
    Ten Twoj dzisiejszy ma cudny kolor!

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz