Włoska niedziela

Miałam szczęście, że czas temu mąż zabrał mnie do Włoch. Konkretnie do Rzymu. Tam poznałam smak prawdziwego espresso, cappuccino, pizzy na cieniutkim cieście, karczochów,  kwiatów cukinii, świeżutkiej mozzarelli,  wyjątkowego prosciutto, oliwek, trufli, wreszcie pysznej oliwy, która jak wisienka na torcie zwieńcza i nadaje ostateczny ton wielu potrawom. Chłonęłam całą sobą atmosferę leniwego przedpołudnia we włoskiej kawiarni, zapach starych kościołów, które zwiedzałam, ciepło promieni słonecznych wśród murów Collosseum, piękno Forum Romanum, urok żydowskiej dzielnicy … gołębie, obrazy na ulicy, na mostach, ludzie, anioły, relikwie, żar wiary. To wszystko tak namacalne i zarazem nienamacalne, że wydawało się nierzeczywiste. Do Rzymu wracam. Nadzwyczaj chętnie. Przesiaduję w przygodnej lub w ulubionej kawiarni, zwiedzam nieznane i znane, jem albo raczej próbuję  zachłystując się nieznanym, poznaję. Tym Tam jestem – odczuciem.

 La Dolce Vita.

 No a w domu? W domu, w niektóre niedzielne popołudnia dzieci proszą, abym zrobiła pizzę.
Błądzę wówczas myślami gdzieś ponad Warszawą, zaglądając w ulubione rzymskie zakamarki mojej pamięci.

Bo ciasto na pizzę opanowane mam do perfekcji. Właściwie robię je z zamkniętymi oczami, eksperymentując jedynie z coraz cieńszym jego rozwałkowywaniem. I muszę przyznać, że efekt końcowy jest jak najbardziej ok. Wczoraj wpadła mi do rąk (przeceniona w Carrefourze) książką Maxine Clark z pięknymi ilustracjami włoskich potraw. Tych najprostszych, bez żadnych udziwnień. Podane przepisy są równie podstawowe co potrawy i do tego zilustrowane krok po kroku. Zachęcam więc do lektury bardzo ciepło.

Na pierwszy ogień idzie więc dzisiaj, z okazji robionej pizzy – przyznaję, odrobinę pomijany przeze mnie – sos do pizzy.
Nie wiem czy jest jednym z kluczowych składników pizzy, ale na pewno niezbędnym. Szczególny słodki smak nada mu długie wysmażanie pomidorów. Najlepiej oczywiście sezonowych. Z braku sezonu – sięgam do pomidorów kupnych, zamkniętych w puszkach.

Pyszny sos do pizzy:

1  puszka pomidorów
1-2 ząbki czosnku
szczypta soli, cukru
oliwa z oliwek

Oliwę podgrzać na patelni, prawie do dymienia, wrzucić pomidory (ja przyznaję ułatwiam sobie proceder miksując zawartość puszki przed wrzuceniem na patelnię). 

Efekt będzie niezwykle gwałtowny – część soków pięknie skarmelizuje, reszta ma się gotować na dużym ogniu jakieś 5 minut. Nic nie dodawać!

Pomidory zazwyczaj opryskują całą kuchnię,  ale warto pomęczyć się z myciem kuchenki dla owego słodkawego smaku sosu.

Po 5 minutach dołożyć cukier i czosnek – u mnie przeciśnięty przez praskę.

Dalej smażyć jakieś  5 minut lub do momentu, aż sos nabierze gęstego wyglądu. Wtedy zakręcam gaz i dodaję szczyptę soli. 
Sos przecieram przez sitko do mniejszego półmiska.

 Później rozprowadzam na rozwałkowanym cieście do pizzy.


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *