Pamięci Pou-pou

Szmaragdowa Łąka


Szmaragdowe trawy ciągnęły się po horyzont. Poruszał nimi łagodny wietrzyk, zmieniając je w delikatnie falujący ocean.
Ocean pokryty drobinkami złota, czerwieni i kobaltowego błękitu oszałamiających kwiatów i pachnących ziół. Dostojne, białe obłoki poruszały się leniwie. Słońce prażyło tak mocno, że hen daleko, na styku błękitnego nieba i traw, rozgrzane powietrze leciutko drgało. Radośnie cykały długonogie świerszcze, a piegowate biedroneczki niestrudzenie wędrowały z listka na listek.

Prrit, prrit … – rozległo się głośne nawoływanie. Niewielki, szary ptaszek szykował się właśnie do startu, zachęcając w ten sposób do wzięcia udziału w podniebnych wyścigach.
Błogą ciszę południa zakłócał tylko, dobiegający gdzieś z oddali, wrzask kłótliwych papug.

Nagle, w tej ciszy bardzo wyraźnie zabrzmiał cieniutki głosik:

– ​Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to … To można!

Głos, jak się wydawało, dochodził zza traw.
A kiedy głos zamilkł, delikatna kołderka łąki poruszyła się. Najpierw wygramoliła się spod niej czyjaś puchata mordka z różowym noskiem. Różowym i mocno węszącym. Potem mrugnęło czarne oko, całkowicie ginące w obwódce czarnego futerka. Potem pojawiło się sterczące ucho, śmiesznie poprzetykane kłującymi włoskami. Również czarnymi. A na koniec wyskoczyła cała, bardzo ruchliwa i puchata kuleczka.


Kuleczka podskoczyła. Energicznie. Nawet zbyt energicznie jak na stworzenie posiadające tak króciutkie nóżki. Nóżki były cztery i zakończone ostrymi pazurkami. Nosek poruszał się szybko, próbując wywąchać każdy nieznany, a tym samym potencjalnie niebezpieczny zapach. Zwierzątko unosiło przy tym śmiesznie do góry pyszczek, odsłaniając dwa długie zęby.
I nieoczekiwanie wskoczyło na leżący obok, rozgrzany słońcem, czerwony kamień. ​

Aj! –​ krzyknęło – ​Jakie to gorące! I zaraz płaczliwie dodało: Poparzyłem sobie nóżki…

I równie szybko zeskoczyło z kamienia, znów znikając pod pierzynką z trawy. Aby osłodzić ból poparzonych łapek, kuleczka zaczęła chrupać soczysty listek, rosnącego obok, dzikiego szpinaku.
Napełniony brzuszek przyjemnie rozleniwiał, jednak energia rozpierająca ​Ravika ​(bo tak właśnie miał na imię nasz mały bohater) nie pozwoliła mu za długo tkwić w jednym miejscu.


Większość jego braci i sióstr wolała pozostać w odkrytej niedawno, wspaniałej jamie. Miejscu zapewniającym w upalny dzień bardzo przyjemne schronienie. Nie tylko przed palącym słońcem, ale i niebezpieczeństwem czyhającym z nieba i ziemi. Ravik był inny. Od urodzenia, a żył już całe 4 miesiące, wyróżniał się całkowicie czarnym futerkiem i ciekawością świata. Łaził tam, gdzie chciał. I kiedy chciał. Wskakiwał na kamienie gałązki; odkrywał nieznane tunele żłobione przez korzenie roślin i znał każdy zakątek Szmaragdowej Łąki. I był odważny. To znaczy, robił różne rzeczy mimo strachu. W chwilach takich jak ta, malutkie serduszko Ravika biło tak szybko, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Piskliwy głos, jaki zakłócił ciszę, był mu nieznany. Ravik wspiął się przednimi łapkami na konar i kręcąc niespokojnie łebkiem, próbował wywęszyć źródło niepokojącego dźwięku.

Hop, hop!​ – zawołał.

Nikt mu nie odpowiedział.
Zeskoczył na ziemię, zdecydowany odszukać wydającą tajemnicze, choć stanowczo zbyt piskliwe tony, postać. Jego serduszko wystukiwało przyspieszony rytm: Tu-tu-tu-tu-tu.
Nie zważał jednak na nie, bo przecież Szmaragdowa Łąka należała do niego. Podskoczył, skręcając się całym ciałem w prawą stronę. Potem to samo – w lewą stronę. Nadal nic.
Z jego brzuszka wydobywało się głośne “szu-szu-szu-szu”, oznaczające niezadowolenie.

Fragment książki (Zasypianki Owinki)

One thought on “Pamięci Pou-pou

  1. Osobowość ukochanej Pou-pou była pierwowzorem cech głównego bohatera Zasypianek…
    Jednak… czy tego chcesz, czy nie – życie toczy się dalej. I dlatego właśnie w naszym domu pojawiła się Pestka. Oaza spokoju. Witaj malutki irokezie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *